czwartek, 27 sierpnia 2015

II "Nie pasuję tu"

Zaraz za dziewczyną weszła o wiele wyższa blondynka, maszerowała dostojnym krokiem. Jej powieki pokryte były tuszem, usta pomalowane na krwistoczerwony kolor. Spojrzała na mnie paraliżującym wzrokiem, po czym skierowała swe jadowite, zielone oczy na Michaela, który uśmiechnął się zawadiacko.
 - No proszę, proszę! Claudia Shine raczyła się zjawić - rzekł ironicznie.
 - Widać twoja gęba zgubiła kłódkę. Radziłabym ci ją znaleźć - odpowiedziała.
 - Nie bardzo mi się chce...
 - A mógłbyś chociaż dać mi swoje zdjęcie?
 - A po co ci?
 - Krowa mi zdechła.
Wszyscy zgromadzeni wybuchnęli śmiechem. Michael przez chwilę udawał naburmuszonego, lecz zaraz potem wznowił swoje docinki.
Tracey skończyła zmywać i dołączyła się do towarzystwa. Dziewczyna, która zjawiła się przed Claudią, wyszła na chwilę do łazienki.
- Coś mnie ominęło? - zapytała z uśmiechem na  ustach.
Właściwie nie było możliwe, by usta dziewczyny przybrały inny kształt.
- Atak wściekłej Chinki. A resztę chyba słyszałaś - odparł Michael.
Chloe natychmiast poderwała się z krzesła. Po raz kolejny chciała zabić Michaela za jego pewność siebie. Potwornie ją irytował.
- Widać bardzo chcesz, by Tokio się powtórzyło? - zapytała Tracey, broniąc brunetki.
Chłopakowi zrzedła mina. Przestał się odzywać.
- Nie przejmuj się nim. To dupek - Tony próbował pocieszyć Chloe, lecz bezskutecznie.
Dziewczyna po raz kolejny wstała, podeszła szybkim krokiem do krzesła zajmowanego przez znienawidzonego chłopaka. Odsunęła je i uderzyła zaskoczonego brunetka w prawy policzek, po czym uczyniła to samo z lewym. Kontynuując ciosy, syczała przez zęby:
- Od podstawówki wszyscy się ze mnie wyśmiewają. Myślałam, że chociaż tutaj odnajdę dojrzałych ludzi, którzy wiedzą, co to znaczy stracić najbliższych. Nie mam rodziców, za to mój kochany braciszek wciąż panoszy się po mieście, i cholera wie, czy nie zamieszkał w jednym łóżku z jakąś laską! Ale ty jesteś dokładnie taki sam. Bezwartościowy idiota. Jeśli zamierzasz oceniać innych po wyglądzie, to powinieneś bać się o swoją przyszłość, bo nie wiem, czy dasz radę założyć pasiekę...
Dziewczyna trochę ochłonęła, uderzyła Michaela jeszcze raz i wróciła na swoje miejsce. Chłopak, nieco oszołomiony, wpatrywał się w nią cały czas. Brunetka postanowiła go ignorować, co wcale nie przychodziło jej z łatwością.
Po długiej chwili niezręcznego milczenia, Charlotte wstała, podeszła do Chloe i rzekła z tajemniczym uśmiechem na twarzy:
- Chodź. Muszę cię coś nie coś nauczyć.
Brunetka, nieco zdziwiona, ruszyła za koleżanką. Ta zaprowadziła ją do dużego pomieszczenia, bez okien, gdzie wszystko pomalowane było na ciemnoszary kolor. W pokoju nie mieściły się też żadne meble, jednak po chwili zaczęły się pojawiać kukły, elementy do toru przeszkód, packi i tym podobne przedmioty.
- Doszliśmy do wniosku, że twoim atutem jest gimnastyka, więc powinnaś używać mocy podczas uniku... - zaczęła Endermane.
- Co...? - przerwała młodsza, nie wierząc blondynce.
- Daj mi skończyć. To właśnie dobrze. Bez trudu uciekniesz przed, na przykład zaklęciem, robiąc gwiazdę, czy choćby przewrotkę. Musisz tylko nauczyć się szybko wypowiadać zaklęcia i strzelać do celu. Gdy tylko to opanujesz, innym trudno będzie cię pokonać. Istnieje jeszcze możliwość rzucania zaklęć podczas walki, ale musiałabyś nauczyć się różnych technik, kopnięć i uderzeń. Wprawdzie nie byłoby to dla ciebie trudne, jednak wszystko w swoim czasie...
- Chwilkę... To po co te packi, kukły...
- Czy ktoś powiedział, że mamy to składać na noc? - roześmiała się.
- Nie...
- Wydaje mi się, że nie powinniśmy tak wcześnie zaczynać ćwiczeń, Wyglądasz na zmęczoną... Przyjdź tutaj, gdy będziesz się czuła na siłach.
- Co? Najpierw mi wszystko tłumaczysz, a teraz...? O co chodzi?
- W swoim czasie zrozumiesz.
- Ale ja tego nie zrozumiem! Nie pasuję tu! Nie pasuję do was, do waszych rozmów, nie znam was wcale! A tym bardziej nie rozumiem, dlaczego ten Michael się mnie uczepił!
- Bo jesteś nowa. On tak zawsze...
- Och, przestań już! Po prostu jestem inna i nigdy się nie dostosuję! Nie potrafię! Daj mi spokój z tym wszystkim, bo... Bo to nie moja bajka!
Charlotte już chciała odpowiedzieć, lecz Chloe uciekła z pomieszczenia.
Przebiegła przez jadalnię i weszła do swojego pokoju, zatrzasnęła drzwi i rzuciła się na łóżko. Wtuliła twarz w poduszkę i zaczęła płakać, choć nie wiedziała, dlaczego. Po prostu chciała wyżalić się komuś, jednak wszyscy, którym ufała, odeszli. Nie panowała nad szlochem, a poduszka stawała się coraz bardziej mokra.

~*~

- Michael, mógłbyś trochę nadsobą panować... - zaczęła spokojnie.
- Wal się! - odpowiedział, pisząc coś na telefonie.
- Nie prowokuj mnie. Dobrze wiesz, że jestem od ciebie silniejsza.
- A założymy się?
- Dobra.
Chłopak zaczął biec w stronę dziewczyny, jednak ona była szybsza i podłożyła mu nogę. Brunet padł jak długi na podłogę, ale szybko wstał, strzepnął z siebie pył i szepnął:
- Ad eam verbe...
Charlotte po raz kolejny prześcignęła Blacka. W myślach wypowiedziała formułkę zaklęcia unieruchamiającego i powaliła chłopaka.
- Naucz się szacunku. I skromności. - nakazała i wyszła z pomieszczenia, nie przejmując się bezbronnym Michaelem.

~*~

- Claudia! Jak obserwacja? - zapytał Tony.
- Znaleziono sześć ciał Ludzi wyssanych z krwi. Widocznie nasz przeciwnik ma sprzymierzeńców wśród wampirów. Plus małżeństwo Clark zabici, najprawdopodobniej w nocy, dziewięć dni temu. Gdzie jest ta Julie? - zrelacjonowała blondynka, ukradkiem spoglądając w stronę okna wchodzącego na ulicę.
- Poszła do łazienki...
- Siedzi tam godzinę! Idę sprawdzić, co tym razem wyprawia.
Shine wstała i ruszyła dostojnym krokiem w stronę łazienki. Nie minęło dziesięć sekund, a po całym budynku rozniósł się jej przeraźliwy krzyk. Każdy, kto zamieszkiwał ten dom, również Michael, oswobodzony przez brata, natychmiast zjawił się przy dziewczynie. Ich oczom ukazał się straszny widok. Na kafelkach, w kałuży krwi leżała Julie. W jej serce wbito sztylet z pozłacaną rękojeścią. Jej śliczne, brązowe oczy stały się mętne, a długie, falowane włosy stały się czerwone od krwi. Ręce miała wygięte w nienaturalnych kątach, a nogi pokryte licznymi ranami. Zgromadzeni patrzyli na koleżankę, nie mogąc zmusić się do zrozumienia tego, co się stało.
Pierwszy otrząsnął się Michael. Podszedł do dziewczyny i zaczął szukać pulsu, niestety bezskutecznie. Przyłożył ucho do jej serca, a jego kąciki ust delikatnie się uniosły.
- Potrzebujemy kogoś silnego, kto może ją żywić. Jeszcze nie jest zbyt późno. Chloe, chodź tu. - powiedział, nieco zdenerwowany.
Dziewczyna, trochę zdziwiona, podeszła do chłopaka i kucnęła obok zmarłej Julie.
- Pomyśl, że to najdroższa ci osoba. Zrobisz wszystko, by ją wskrzesić. Powtarzaj Restituam iam ego te ad vitam, Resuscitanda vobis. - nakazał.
Chloe posłusznie wykonała polecenie. Starała się pozbyć niechcianych myśli. Wyobrażała sobie, że Julie to jej siostra. Siostra której potrzebowała... W pomieszczeniu zaczął pohukiwać wiatr. Nagle usłyszała swój krzyk. Poczuła okropny ból w skroni, lecz teraz jej umysł przepełniała wściekłość. Uniosła się w powietrze, a jej włosy rozwiały się na wszystkie strony. Rozłożyła ręce. Jej głos stał się głośniejszy  pewniejszy, wokół dziewczyny pojawiła się jaskrawa poświata. Ból przestał być problemem, jedynie wzmagał furię, nieopanowaną furię siedzącą przez całe życie w ciele Chloe. A wyzwoliła jedynie jej niewielką część.
Wciąż uparcie powtarzała formułkę zaklęcia, aż w końcu padła nieprzytomna na posadzkę.
Charlotte natychmiast usiadła obok brunetki, na szczęście ta oddychała spokojnie. Tracey przycupnęła obok siostry, a razem z nią Tony i... Michael. Ostatni szepnął do pozostałych:
- Dała radę. Claudia robi jej sztuczne oddychanie. Być może naprawdę jest...
- Michael, nie mówmy o tym. Ma ogromną moc, ale jeszcze jej nie kontroluje. Zajmę się nią - odpowiedziała Charlotte. - Patrzcie, otwiera oczy!
Rzeczywiście, powieki dziewczyny powoli się unosiły.
- Co... Gdzie ja jestem...? C-co się stało...? - zapytała.
- Wskrzesiłaś Julie - odpowiedziała ze spokojem Charlotte.
- Ja...? Jak?
- To skomplikowane...
Brunetka próbowała usiąść, jednak po raz kolejny upadła na podłogę. Posłała młodszej Endermane błagalne spojrzenie. Chciała znaleźć się w swojej sypialni, ale w prawdziwym domu, w tym, gdzie wciąż spoczywają ciała jej rodziców. No właśnie, chciała być przy nich. Do oczu napłynęły jej łzy. Zastanawiała się, czy istnieje życie po śmierci (przy okazji zapraszam na bloga Life after death - od autorki) i czy kiedykolwiek jeszcze zobaczy ich i Blaise'a. Nie miała pojęcia, czy jej brat w ogóle żyje. Tymczasem ona tkwi na zimnej posadzce w domu, z którym ma tragiczne wspomnienia i oswaja się z myślą, że kilkanaście minut wcześniej wskrzesiła człowieka.
- Łaskawie pomożenie mi wstać i raz na zawsze opuścić to miejsce?! - zapytała niezbyt grzecznie.
- Nie. - Charlotte uśmiechnęła się tajemniczo. - Tylko tu jesteś bezpieczna. Mniej więcej...
- Co? - dziewczyna zerwała się na nogi, zapominając o tym, że przed chwilą zemdlała. Znów upadła na kafelki z głuchym trzaskiem, kalecząc sobie prawe ramię.
- Doszliśmy do wniosku, że naszym przeciwnikom na tobie zależy. Teraz jednak oni pokazali, że są sprytniejsi i nie spoczną, póki cię nie zdobędą. Mogą zabić wszystkich, by dotrzeć do Chloe Clark, z którą nie byłam do końca szczera... - odpowiedziała, ostatnie słowa wymawiając szeptem.
- Tak więc teraz pani Charlotte Endermane wytłumaczy mi, o co chodzi. - nakazała oschle brunetka, podpierając się z tyłu rękami, by nie upaść.
- To naprawdę długa historia... Michael, pomóż mi ją zanieść do jej sypialni - rzekła.
Brunet odwrócił się i, nie spuszczając z Charlotte pytającego spojrzenia, wziął Chloe na ręce i ruszył za blondynką w stronę sypialni.
Dziewczynie nie odpowiadał taki obrót sprawy. Chciała poznać prawdę, nawet z ust znienawidzonego Michaela.
Gdy dotarli do pomieszczenia, położył ją na łóżku i odszedł bez słowa, a za nim Charlotte, która w drzwiach powiedziała jedynie:
- Musisz odpoczywać.
Wrota zamknęły się za dziewczyną, a Chloe została sama w swojej sypialni, której wcale nie lubiła. Spojrzała na ściany, podłogę, sufit oraz meble znajdujące się w pomieszczeniu, które tym razem wydawały jej się puste i bezsensowne. Westchnęła głęboko, czując zarówno frustrację, jak i ciekawość. Nie rozumiała, dlaczego dała się w to wciągnąć, lecz fascynowało ją, co jeszcze może dokonać poprzez dar, który posiada. Próbowała nie zamykać powiek, lecz po kilku minutach zapadła w głęboki sen.

***

Charlotte po raz kolejny okrążyła pokój, nerwowo splatając dłonie. Kiedy wreszcie do pomieszczenia wszedł Michael, odwróciła się w jego stronę i zapytała:
- Jak tam Julie?
- Jest dobrze. Ocknęła się kilka minut temu.
- Aha.
- Wszystko okay? - zapytał, unosząc lewą brew.
- Tak, oczywiście, że wszystko w porządku! Ktoś wkradł się do kwatery, zabił członka THS, a nasza nowa koleżanka, z którą oczywiście musiałeś się pokłócić, ma jakiś problem z mocą. To jest niemożliwe, by osiągnęła taki poziom, trenując tak krótko! To jest niemożliwe! Niemożliwe, że próbowała cię zabić, niemożliwe, że znała to zaklęcie, niemożliwe, że wskrzesiła Julie! To jakiś absurd! Absurd! - krzyknęła.
- Spokojnie, panno Muszę Zawsze Być Najlepsza. Ty jesteś zwyczajna, ona wyjątkowa. Nie zapominaj o Oryginalnych.
- Pierwszy raz w życiu powiedziałeś coś sensownego. - blondynka jakby się uspoiła. - Być może jej rodzina należała do jednej z Pierwotnych? To całkiem niegłupie.
- Dobrze, to ja się ulotnię szukać informacji o...
- Rodzinie Clarków, leniuchu.
- Okay!
Michael jak najszybciej ulotnił się z pomieszczenia, a dziewczyna ruszyła w stronę schodów, prowadzących do sypialni Tracey.

***

Chloe spojrzała na dzieci bawiące się na placu zabaw. Dziewczyna w żółtej sukience ozdobionej wieloma kokardkami i pomarańczowych sandałkach uciekała przed chłopcem, niższym od niej o kilka centymetrów. Śmiała się beztrosko, a jej rude, falowane włosy powiewały na wietrze. Chłopczyk również się śmiał, goniąc koleżankę i przeskakując przeszkody, które dla niego są czymś trudnym, natomiast dla dorosłego człowieka nic niewartym gównem leżącym na ziemi. Gęste, jasnobrązowe włosy, podobnie, jak u dziewczynki, tańczyły zabawny taniec na wietrze. 
Oboje mieli ciemne oczy, które zdawały się śmiać razem z dziećmi. Brunetka, obserwując ich z ławki stojącej przy placu, przypomniała sobie czasy, kiedy to ona razem z bratem bawiła się w "berka". Jednak wydawało jej się to tylko snem, odległym marzenie. Tak, jakby nigdy nie miało miejsce to, co robiła z Blaisem, gdy mieli zaledwie kilka lat. Wtedy nie myślała o tym, że w wieku piętnastu lat straci rodziców, nie będzie wiedziała, co robi brat i gdzie jest, a na dodatek trafi do ludzi, którzy ukazują jej, co potrafi, tłumaczą sekret talentu do akrobatyki... 
Wszystko się zawaliło. Z ust dzieci wydobyły się przeraźliwe krzyki i błaganie o pomoc.Ziemia się zapadała, huśtawki i karuzele znikały pod powierzchnią planety. Dziewczyna chciała zerwać się i pomóc dzieciom, jednak nie mogła, jakby przykuta do ławki niewidzialnymi łańcuchami. Szarpała się, krzyczała, lecz metal, który nie istniał, coraz bardziej wbijał się w jej ciało. Spojrzała zrozpaczona na katastrofę, której nie umie zapobiec. Po policzkach zaczęły płynąć gorzkie łzy, płakała jak dziecko. 
Wtedy usłyszała jadowity szept dochodzący z "dziury" w ziemi. Wszystkie inne dzięki wydały się odległe, słyszała tylko dziwny głos. Przestała szlochać i zrozumiała, co do niej mówi, mimo, że nie znała łaciny. 
"Nie pasujesz do nich, lecz do mnie tak. Z nimi nic nie osiągniesz, ze mną wszystko. Choć do mnie. Takie jest twoje przeznaczenie."

***

Cześć cześć cześć!
Nie chciało mi się pisać rozdziału na 2500 słów, więc cóż... xD
Mam nadzieję, że ten bardziej Wam się podoba, niż poprzedni... :3
Ach, zaktualizowałam bohaterów! :) Zapraszam!

Pozdrawiam cieplutko,
Clary


Calliste [ bajkowe szablony ]